piątek, 22 lipca 2016

"Trzeci klucz" Jo Nesbø



Cóż mogę powiedzieć o Harrym Hole? Po przeczytaniu czwartego tomu cyklu powieści kryminalnych z komisarzem w roli głównej chyba sporo. Już po pierwszym stwierdziłam, że lubię głównego bohatera, ale teraz jest dla mnie prawie, jak przyjaciel. Prawie, bo ja wiem o nim sporo, on o mnie nic. Tak nie działa przyjaźń. Niemniej Harry Hole, mimo, że pełen wad jest bohaterem w pełni pozytywnym a w „Trzecim kluczu” zdaje się wychodzić na prostą ze swojego alkoholizmu, co mnie osobiście bardzo ucieszyło.  Czasami ma się ochotę poklepać go po ramieniu i powiedzieć, że będzie dobrze. Ale on i bez tego świetnie daje sobie radę. Nie zawsze o tym wie, czasem wydaje mu się, że błądzi po omacku, ale w efekcie zawsze odkryje prawdę. Taką mam nadzieję, bo sprawa Ellen Gjelten, jego zamordowanej partnerki jest dalej nie wyjaśniona. Ale wiem, że on nie odpuści. Bo to nie jest w jego zwyczaju. Kiedy tylko najdrobniejszy fakt mu się nie zgadza, nie zaprzestaje śledztwa. A czasem nie ma faktów, jest tylko intuicja, która zazwyczaj nie zawodzi. Lubię Harrego, choć nie podoba mi się jego portret policyjny na końcu książki, ale za to jego gust muzyczny bardzo.

sobota, 16 lipca 2016

"Wybór" Robert Whitlow

Siedemnastoletnia Sandy jest żywym wcieleniem ideału amerykańskiej dziewczyny. Śliczna, niebieskooka blondynka, inteligentna i zdolna uczennica, członkini samorządu szkolnego i świetna cheerlederka. Sandy ma też chłopaka i oczywiście jest to wschodząca gwiazda szkolnej drużyny sportowej. Trochę schematyczni bohaterowie, ale ich historia już nie, choć początkowo właśnie tak się zapowiada.

piątek, 8 lipca 2016

"Tuf Wędrowiec" - G.R.R. Martin

G.R.R. Martin jest mi znany jako autor genialnych „Pieśni Lodu i Ognia”. Muszę napisać, że cieszę się, iż książkę „Tuf Wędrowiec” przeczytałam kilka lat później po zapoznaniu się ze wspomnianą serią, inaczej nie potrafiłabym w pełni dostrzec jej zalet i nie uniknęłabym porównań, które raczej wypadłyby blado i na niekorzyść tej ostatniej.

czwartek, 9 czerwca 2016

"Non Stop" Brian Aldiss - powrót klasyką gatunku :)

Wpadła mi ostatnio w ręce książka Briana W. Aldissa "Non stop". Wydanie stare, bo z 1975 roku. Okładka wydała mi się intrygująca, choć zupełnie niepasująca do dzisiejszych standardów. Skusiłam się, bo dawno nie czytałam dobrej, klasycznej science-fiction. Powieść objętościowo jest niewielka, więc pomyślałam, że będzie idealna na powrót do jednego z moich ulubionych gatunków literackich. I to, co początkowo uznałam za zaletę, okazało się być największym minusem tej książki. Zdecydowanie zbyt szybko się skończyła. Ale zacznijmy od początku.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Głosowanie...

... na okładkę do czwartej książki z cyklu opowiadającym o przygodach detektywa Jacka Przypadka w trakcie. Wszystkie propozycje oraz zasady głosowania można poznać klikając tu: KLIK A oto moje typy: Projekt numer 1, któremu daję 3 punkty.
oraz projekt numer 4, któremu daję 1 punkt.
Swoją drogą już się nie mogę doczekać kolejnych przygód długodystansowca teoretyka oraz błyskotliwego detektywa w jednym. Zachęcam do głosowania! Od nas, przyszłych czytelników zależy, w jakiej formie owe przygody dostaniemy.

środa, 4 marca 2015

Konkurs u Pana Przypadka

Pan Przypadek bawił nas już trzema częściami swoich przygód, których, jak zapowiedział jego autor będzie znacznie, znacznie więcej. Dla miłośników przygód tego sympatycznego detektywa amatora mam dobrą wiadomość. Niebawem wydana zostanie kolejna książeczka, bowiem na swoim blogu Pan Przypadek ogłosił konkurs na jej okładkę. Wszystkich zainteresowanych konkursem odsyłam tu: Blog Pana Przypadka, a od siebie mogę dodać tylko, że naprawdę warto się postarać i spróbować swoich sił. Nagroda jest całkiem przyzwoita, współpraca z autorem bardzo miła i sympatyczna a satysfakcja z opublikowania swojego "dzieła" bezcenna.

środa, 25 lutego 2015

"Rodowód łaski. Rachab"


Jest kilka profesji wymienionych w Biblii, którymi powszechnie gardzono a ludzi parających się nimi uznawano za gorszych i niewartych szacunku. Nikt nie chciał mieć wśród przyjaciół np. celnika, a do kontaktów z nierządnicami nie powinien był się przyznawać ktoś, kto chciał uchodzić za porządnego i żyjącego zgodnie z nakazami wiary. Jednak i wśród tych wyrzutków społecznych były jednostki, które odegrały niemałą rolę w historii Jezusa Chrystusa. Jedną z osób wymienionych w rodowodzie Jezusa jest Rachab. To jej życiu postanowiła przyjrzeć się Francine Rivers pisząc kolejną książkę z cyklu „Rodowód Łaski”.

Rachab nie pochodziła z ludu Izraela, skąd więc jej obecność w wyżej wymienionym rodowodzie? To jedna z ciekawszych opowieści biblijnych.

Sporo osób pewnie zna historię plag egipskich i ucieczki Izraelitów przez Morze Czerwone do Ziemi Obiecanej oraz ich czterdziestoletniej tułaczki po pustyni, która karmiła lud wybrany manną z nieba. Po tym trudnym okresie dorosło nowe pokolenie Hebrajczyków urodzonych na pustyni. Pod wodzą Jozuego ruszyli oni do Kaananu, zmiatając z powierzchni ziemi miasta, które stanęły im na drodze i rozbijając w pył wrogie armie. Budząca trwogę sława znacznie wyprzedzała pochód wojsk hebrajskich. Kiedy więc pojawiły się pod Jerychem na mieszkańców padł blady strach.
Jerycho było otoczoną wysokimi murami fortecą, broniąca dojścia do Kaananu – ziemi, którą Bóg obiecał Hebrajczykom. To ostatni bastion, który mieli pokonać, by żyć w spokoju w kraju mlekiem i miodem płynącym. Mury Jerycha wydawały się niezdobyte. W nich pokładali wiarę i ufność mieszkańcy miasta. Również podwojone straże i żołnierze na basztach mieli zapewnić bezpieczeństwo królowi i jego poddanym. Jerycho miało jednak jeden słaby punkt. Rachab.

Rachab była nierządnicą i choć o Bogu Izraelczyków usłyszała niedawno, to ten Bóg miał dla niej już gotowy plan i dlatego ją właśnie wybrał z całej społeczności miasta. Francine Rivers nazywa Rachab kobietą wiary, bo pomimo drwin, niechęci, niezrozumienia i niecierpliwości innych wciąż trwała w przekonaniu, że Bóg ją ocali. Modliła się o to co dzień we łzach i czekała na miłosierdzie boże. Jej wiara, którą udowodniła uczynkami, była tak silna, że przekonała całą jej rodzinę.

„Rodowód łaski. Rachab”to książka, którą trzeba czytać w skupieniu, żeby w pełni docenić przesłanie autorki, a jest ono ponadczasowe i uniwersalne. Ludzie gromadzą wokół siebie rzeczy, budują mury pokładając w nich wiarę, że będą doskonała ochroną. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak łatwo te mury skruszyć. Autorka przekonuje też, że czekanie często wydaje się trudniejsze niż działanie, jednak czasem warto poczekać na odpowiednią chwilę, poddać przemyśleniom lub modlitwie. Jak ważna jest cierpliwość dowodzi na każdym kroku historia Rachab.
Styl książki, jak i poprzednich z tego cyklu jest mało skomplikowany. W opisach dużo jest zdań krótkich i prostych. Dzięki temu książkę czyta się szybko i łatwo. Mimo pewnej patetyczności historia podana jest w przystępny sposób a emocje i przemyślenia opisane bardzo wiarygodnie. W opowieść wpleciono sporo obrzędów i zwyczajów religijnych, które są prosto i ciekawie wyjaśnione. Na końcu książki znajduje się studium biblijne, które zawiera cytaty z Biblii nie tylko opisujące podbój Jerycha, ale i inne odnoszące się do postępowania i wyjaśniające wybory i wiarę bohaterki książki.

„Rodowód Łaski. Rachab” polecam wszystkim lubiącym historie biblijne, historię starożytnego wschodu jak również tym, którzy lubią przejmujące opowieści z nutką romantyczną, bo i taki wątek przewija się w tej książce.

"Rodowód łaski. Rachab" Francine Rivers - za książkę serdecznie dziękuję portalowi nakanapie.pl